niedziela, 8 listopada 2009

ŁOMATKO*

Teraz zejdę do źródeł... do bitwy o fotografię PRAWDZIWĄ. No bo kto z nas nie chciałby uprawiać fotografii prawdziwej? Choć przez chwilę. Żeby spojrzeć, żeby zrozumieć, żeby uchwycić, żeby zapanować nad fotonami, żeby móc innym powiedzieć, jak to się stało... jak dotykało się sztuki czystej, jak...

Według tych którzy czerpią swą wiedzę o fotografii ze ŹRÓDŁA, fotografia PRAWDZIWA rodzi się w dzisiejszych czasach wyłącznie w odmętach azotanu srebra. Jest jeszcze metol, hydrochion, fenidon, paraaminofenol -- choć to już jednak kompromis dla mniej wymagających. Dobór tych pierwotnych narzędzi jest - zdaniem tych którzy WIEDZĄ - warunkiem niezbędnym Tworzenia przez duże "T".

Pewne jest natomiast - według tych którzy WIEDZĄ - że zapis cyfrowy uniemożliwia uprawnianie PRAWDZIWEJ fotografii. Mało tego, zapis cyfrowy upośledza, uwstecznia. Przez zbytnie ułatwianie, bo wtedy człowiek nawet nie czuje, że TWORZY, że... że... że coś ważnego robi... I przez tę łatwość myślenie wyłącza, czy chce, czy nie chce...

Dobrze, że zawsze są tacy, którzy WIEDZĄ, bo inaczej czułbym się cokolwiek zagubiony w tym trudnym świecie. A tak, wklejam sobie obrazek i wiem, że z PRAWDZIWĄ fotografią nie ma on nic wspólnego.



* tekst uległ zmianie albowiem pierwotna wersja - tworzona w stanie nieco zmienionej świadomości - ewidentnie łamała się fabularnie.

środa, 4 listopada 2009

SALGADO I AFRYKA

Urzeka mnie zaskakujące ciepło czerni i bieli. I kurz, i oczy. I ta niewiarygodna ilość tętniącego życia o krok od linii, za którą przestaje istnieć. Urzeka rozmach i skromność, kształty, którymi wzrok opływa historie, małe szczęścia wiszące na przeraźliwie cienkich pajęczynach losu. I ogrom tępo obecnej beznadziei. Wielość jednoczesnych spojrzeń, jednoczesnych póz, jednoczesnych myśli. I siła, którą potrafi tętnić obraz.

fot. Sebastiao Salgado, 2006, Southern Sudan
fot. Sebastiao Salgado, 1994, Zaire

***** Sebastiao Salgado, Africa, wyd. Taschen 2007

czwartek, 29 października 2009

SETNY WPIS

To mój setny wpis na blogu, więc znowu jest okazja do bycia łzawo-refleksyjnym. Ale nie zamierzam z niej korzystać, bo towarzyszy mi raczej nastrój pogodnej ironii. Ktoś kiedyś powiedział zresztą, że moja ironiczna twarz prawie zawsze wygląda tak, jakbym drwił z rozmówcy. Pamiętam, że nieco mnie to zaskoczyło.

Szczęśliwie twarze moich modeli nie zawodzą. Znam je. Znam je w każdej możliwej konfiguracji napięć mięśniowych. Czasem odpływam i zaczynam bezwiednie śledzić mimikę rozmówcy, robiąc w głowie zdjęcia w wybranych przez siebie momentach. Dobre ćwiczenie, choć z czasem zaczynasz uchodzić za dziwoląga.

Ciepło myślę o tym zdjęciu. Myślę, że jest idealne na setny wpis w tym blogu.