piątek, 14 listopada 2008

O MIŁOŚCI DO SPRZĘTU

Zamiłowanie do fotografii często mylone jest obsesyjnym zamiłowaniem do sprzętu fotograficznego. Ta ostatnia przypadłość potrafi podstępnie zawładnąć myślą i czynem pasjonata, prowadząc go w rejony zachowań trudno zrozumiałych dla niewprawnego obserwatora. U osoby zaatakowanej występuje silna potrzeba dotykania korpusu aparatu, przyglądania mu się dziwnie nieobecnym spojrzeniem, nazbyt częstego polerowania, żegnania się z nim powłóczystymi spojrzeniami a nawet - w skrajnych przypadkach - spania z nim w jednym łóżku. W organizmie nieszczęśnika-obsesjonata uruchamiany jest jednocześnie silny impuls nakazujący mu nieustanne sprawdzanie i potwierdzanie poprawnego działania wszystkich funkcji aparatu. Znane są przypadki delikatnego potrząsania aparatem z przyłożonym do niego uchem, czy robienia zdjęć z zatyczką nałożoną na obiektyw, po którym następuje faza pieczołowitego badania jakości uzyskanego w ten sposób czarnego prostokącika, uprzednio powiększonego czterokrotnie.

Nieszczęśnicy, których dopadła ta niemiła przypadłość, potrafią wiele oddać aby sprawić sobie możliwie największy i najdroższy model aparatu ulubionej marki. W grę wchodzi wyprzedaż posiadanego majątku, zmiana diety na tańszą, a nawet poniżanie się przed współmałżonkiem. Zanotowano podobno również przypadki potajemnego rozbijania dziecięcych skarbonek. Kiedy jednak delikwentowi uda się już zdobyć upragnione urządzenie, staje się on wyznawcą marki posiadanego przez siebie aparatu i zaciekłym wrogiem właścicieli aparatów innych marek. Jako niestrudzony uczestnik tzw. wojen systemowych zajmuje się ciągłym wykazywaniem wyższości cech posiadanego przez siebie modelu nad cechami modelów konkurencyjnych.

Wejście na rynek nowego i lepszego modelu aparatu powoduje u cierpiących na opisywaną przypadłość osób przewlekłą depresję wywołaną tyleż nieuzasadnionym co niezwykle silnym przekonaniem, iż aktualnie posiadany aparat fotograficzny do niczego się już nie nadaje, a w każdym razie z pewnością nie nadaje się do robienia "prawdziwie dobrych" zdjęć. Owładnięty niemocą twórczą osobnik, ściśnięty ograniczeniami narzuconymi przez przestarzałe z dnia na dzień i niekochane już narzędzie fotograficzne, w pierwszej chwili traci zapał "do fotografii", zaś już w następnej zaczyna poszukiwać sposobu pozyskania nowego obiektu marzeń. I tak dalej i tak w koło, ale na tym poprzestańmy.

Czy możliwe jest uleczenie? Dobra wiadomość jest taka, że z pewnością można zaleczyć co poniektóre najbardziej drastyczne objawy (ja osobiście odniosłem spore sukcesy w zwalczaniu potrzeby fotografowania zatyczek obiektywów). Zła - że niestety nie udało mi się napotkać choćby jednego przypadku całkowitego wyleczenia.

Z pozdrowieniami dla forumowych przyjaciół-nikonowców.

Brak komentarzy:

Wystąpił błąd w tym gadżecie.